nieznosna lekkosc bytu

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Z perspektywy czasu dochodze do wniosku ze jestem beznadziejnym przypadkiem. Tak naprawde nigdy prawdziwie nie kochalem zadnej kobiety. Nie wiem czego mi trzeba zeby sie zakochac. Byc moze nie spotkalem na tyle atrakcyjnej kobiety zeby sie w niej zakochac. Bardzo wazna jest dla mnie fizycznosc. Kobieta musi byc szczupla/ zgrabna i musi miec ladna buzie. Gdyby nawet miala najwspanialszy charakter bez tego bedzie dla mnie tylko seks zabawka. Chociaz przyznac musze ze wszystkie kobiety w moim zyciu byly zabawkami. Krecily mnie gdy je zdobywalem. Jak tylko dostalem czego chcialem nudzily mi sie. Nie jestem stworzony do zycia z kobieta. Kobiety mnie denerwuja a raczej uwazam ze sa glupie (sorki szczery jestem) i poza uwodzeniem i seksem nie lubie z nimi przebywac. Najchetniej piepszylbym je a po sekcie kazal wypierdalac do momentu gdy znow mi sie nie bedzie chcialo. Mniej lub bardziej wiekszosc mezczyzn zapewne podziela moje poglady. Z tej wiekszosci 99,999% nigdy sama przed soba sie nie przyzna do takich przekonan.
W sumie jak sie wszystkiemu dobrze przyjrzec to czlowiek jest tylko zwierzeciem ktore dozy do rozmnozenia. Kierujemy sie instynktami ktore okielznane nieco przez kulture nie pozwalaja sie dostrzec na pierwszy rzut oka. Taka jest brutalna prawda zycia. Organizujemy sie w spoleczenstwo po to zeby przetrwac wiec to nic innego jak egoizm. Gdzie tu miejsce na boga i wiare? Wiara w zycie po zyciu pozwala miec nadzieje ze nasze zycie nie jest bezsensowne. Sami siebie w ten sposob oszukujemy wierzac w te pierdoly.
09.12.2010 o godz. 08:52

Od dwoch miesiecy zyje w "stalym" zwiazku. Dziewczyna normalna, stara sie, widac ze jej zalezy i jest calkiem urodziwa, szczupla i dobra w lozku. I wszystko byloby dobrze gdyby nie to ze mam juz dosc. Nie potrafie z kims byc. Dzusze sie!!!! Ona chciala by mnie miec codziennie a dla mnie przebywanie ze soba w wekend przez 2 dni to za duzo. Nie lubie za dlugo z kims przebywac, mam swoje przyzwyczajenia i obecnosc drugiej osoby po jakims czasie mnie drazni. Poza tym pobzykal bym sobie na boku. Zycie jest brutalne. Ona na razie o tym nie wie, ale sie dowie. Bedzie jej przykro, rozplacze sie itd. Nawet nie robi to na mnie wrazenia. Tyle razy to przechodzilem ze mam w dupie co te dziewczyny czuly. Nawet nie mam wyrzutow sumienia. I az mi z tym glupio. Z drugiej strony kobiety mnie stworzyly a raczej to co ze mna wyprawialy. I OTO JESTEM JA - POTWOR BEZ SERCA.
Pewne jest jedno. Nigdy nie bedzie ze mnie wzorowy maz. Nic nie jest w stanie mnie powstrzymac przed bzykaniem na boku. Nie widze w tym sensu. Bo i po co sie katowac powstrzymujac zwierzece rzadze. Nie mam na to sily. Niech zyje hedonizm!!!
06.12.2010 o godz. 03:30

No dawno nie pisalem. Rozne perypetie mialem i kupe stresu. Znow czuje potrzebe bycia z kims. Niestety ta potrzeba jest zagluszana przez potrzebe przelecenia kogos, ale z kolei ta ostatnia hamowana jest przez sumienie he he he he. Jednak je mam :). Nadarza sie okazja. Naprawde latwy kasek i calkiem atrakcyjny, ale wiem ze napewno nie byloby to na stałe. Jakos nie kreci mnie zabawienie sie dosc niewinna dziewczynka. Chociaz wydaje mi sie ze w koncu doprowadze ja do tego ze sama bedzie prosila o to zeby ja przeleciec. Mialem jua taka sytuacje. Przepis jest dosc prosty gorzez z wykonaniem. Potrzeba twardego charakteru. Nie ma problemu gdy kobieta srednio mnie pociaga ale gdy mi na niej zalezy to juz wyzsza szkola jazdy. Wiec robi sie to tak. Mila rozmowa, duzo humoru, zarciki, wymiana pogladow - oczywiscie demonstruje poglady grzecznego chlopczyka o partnerstwie, dojrzalym zwiazku + kilka truizmow na temat zycia, no i gwozdz programu czyli obojetnosc. W wypadku kobiet o nieziemsiej urodzie jest problem z tym ostatnim bo niby jak zachowac obojetnosc gdy baaaardzo chce sie przeleciec ta kobiete. Jest to trudne ale nie jest nie wykonalne. Sa na to sposoby. Po pierwsze zeby byc obojetnym trzeba miec kilka adoratorek na boku, po drugie mozna z ktoras z tych adroratorek sypiac dla rozladowania libido (he he). Oczywiscie ni etrzeba tego stosowac jak sie ma jaja, gigantyczne jaja. Mam tu na mysli charyzme w stylu Johna Wayne'a lub jakiegos innego filmowego twardziela. No ale ja jej napewno nie mam tak jak 99.9% mezczyzn lub 100% tych co to ewentualnie przeczytaja.
Wiec tak. Gdy tylko poczuje zainteresowanie kobiety natychmiast demonstruje ze ja zlewam. Mowie ze nie szukam aktualnie zwiazku (tym bardziej seksu itd), ze jest mi tak dobrze i jesli sie zdecyduje z kims byc to bedzie to wyjatkowa osoba bla bla bla bla bla az sie zygac chce. Trzeba pamietac zeby byc konsekwentnym i caly czas demonstrowac taka postawe.
Raz postapilem dokladnie według tego schematu i efekt byl zaskakujacy. Nigdy kobieta nie blagala mnie o to zeby sie z nia pokochac nawet jesli bylby to jednorazowy seks. Malo tego. Do dzis jest moja kolezanka.
Mysle ze skoro sie udalo raz to uda sie i drugi. Pracuje wiec nad D i calkiem mi dobrze idzie. Wiem ze to do szczescia mnie nie zaprowadzi ale jesli w zyciu pustka cos trzeba robic zeby sobie je oslodzic. poza tym takie doprowadzanie kobiety do szalu jest zabawne (swiadczy tez o sadyzmie tego co tak robi). Przewaznie to kobiety flirtuja i bawia sie facetami i im wolno. Jesli facet to robi jest swinia :). Lubie byc swinia - hrum hrum
09.08.2010 o godz. 01:33

Nie mam sily nawet zeby sie wyslowic. Bezsens, totalny bezsens. Zycie to straszny gnój. Cale to podrywanie i randkowanie jest do dupy. Zalosne. Bezsensowne. Zenujace. Zygac mi sie chce od tego.
Najwieksza kleska jaka mozna poniesc w tej dziedzinie to zostac zakwalifikowanym jako przyjaciel/pocieszyciel. Co za porazka. Chcialo by sie rzecz kuuuurrrrrrrrrwaa!!!!...... ale nie wypada he he. Pocieszyciel to tak jak przyjaciolka z penisem z ta tylko roznica ze nie mozna od niej tamponu pozyczyc ;).
Przy okazji nasowa mi sie pytanie czemu najlepsze dziewczyny/najwartosciowsze sa z gosciami ktorzy maja na nie totalnie wyjebane. Tak prosze panstwa nie bojmy sie uzyc tego okreslenia "maja wyjebane" he he. Po prostu ich brak szacunku wobec nich(tych biednych kobietek ;)) jest zauwazalny z daleka mimo to nie maja ochoty od nich odchodzic. To ciekawe co je przy nich trzyma. Mam na ten temat kilka teorii. Moga byc slabe i bac sie samotnosci, moze czerpia od tego "silnego chama" jego sile, a moze po prostu potrzebuja skrajnych emocji rownoczesnie. Jestem przekonany; i to nie tylko ja; ze kobiety potrzebuja do szczescia szerokiego spektrum emocji i to najlepiej na raz. One po prostu uwielbiaja cierpiec a potem byc szczesliwe i znow cierpiec i znow byc szczesliwe. Oczywiscie zadna kobieta sie z tym nie zgodzi ale tak wlasnie jest. Glupie to? Wiem. Glupie pojebane itd., ale kurwa zycie takie wlasnie jest.
01.08.2010 o godz. 02:45

Zla passa trwa. Wszystko co moze sie nie udac nieudaje sie. Nigdy tak nie bylo. Wszystko czego sie tkne konczy sie porazka. Moje nowe znajomosci natychmiast sie rozpadaja. Zasatanawiam sie do czego mnie to doprowadzi. Czyzby to lekcja pokory??
Po powrocie z urlopu rozpoczal sie bardzo burzliwy okres. Najpierw kosz za koszem, potem moja ostatnia deska ratunku oznajmila ze jest w ciazy (na szczescie po tygodniu okazalo sie ze to falszywy alarm) teraz nawet moja nowa znajomosc z wesela okazala sie niewypalem. Spokojna, skromna i grzeczna dziewczynka dala mi do zrozumienia ze za wysokie progi dla mnie zeby ja zdobyc he he he. Masakra jaki kociol. Czuje sie jakbym byl w jakiejs alternatywnej rzeczywistosci. Wszystko co mnie otacza wydaje sie byc inne, takie nieprzewidywalne.
Trace pewnosc siebie. Chyba to nikogo nie dziwi gdy ciagle sie cos nie udaje. Nie kazdy ma na tyle silny charakter zeby mimo klesk uparcie brnac do przodu. Nigdy nie bylem osoba pewna siebie a gdy zyskalem odrobine tej pewnosci niekorzystny ciag zdarzen zdaje sie mi ja odbierac. Najlepszym lekarstwem na to wszystko bylby jakis udany podryw. Najlepiej jakis zwiazek na dluzej z normalna osoba.
Nic nie dzieje sie bez przyczyny wiec i ostatnie wydarzenia w moim zyciu maja jakis cel. Tylko jaki?
Tagi: proza zycia
28.07.2010 o godz. 06:17

Ile razy moze sie cos nie udac? Po ktorym razie czlowiek straci wiare? Na ile prob wystarczy sil?
Ciagle zadaje sobie te pytania. Kazdy z moich romansow zakonczyl sie klapa. Chociaz wiele razy chcialem dobrze. W tej chwili nie mam sily nawet zeby sprobowac. Nawet nie chce mi sie randek. Nie mam motywacji zeby sie starac o kobiete. Mimo ze spotykam piekne kobiety ale nawet nie mam sily zadac sobie trudu zeby je jakos soba zainteresowac.
Wszystko wydaje mi sie bez sensu. Najpierw ascynacja, zainteresowanie, blizsze poznanie potem rozpad. Po co probowac jak i tak sie skonczy standardowo? Jak pomysle o randkach mam odruch wymiotny. Alez jestem zblazowany.....
19.07.2010 o godz. 00:45

Ela. To jest zagadka. Jej zachowania nigdy nie rozgryze. Robi wszystko co jej kaze a w zamian dostaje upokozenia i moja absolutna obojetnosc. Mam ja "gdzies" i ona o tym wie. Mimo to jest na kazde moje zachowania. Bzyka sie ze mna zawsze kiedy sobie tego zazycze. Nie dlam o jej potrzeby. Nigdy nie miala ze mna orgazmu bo mam gdzies to czy jest jej dobrze. Wiem ze i tak bedzie zawsze dostepna. Zagdadka jest to dlaczego tak robi? Jest traktowana jak szmata i wyraznie sie jej to podoba. Sama mowi ze lubi wiedziec gdzie jej miejsce i lubi jak facet jej to pokaze. To troche masochistyczna postawa moim zdaniem. Powiedzialem jej w zyciu tyle przykrych rzeczy ze wystarczyloby zeby polowa Polski sie obrazila. Wielokrotnie ja zwyzywalem i nic to nie dalo. Nadal jest dostepna. Akceptuje absolutnie wszystko co jej powiem. Uwaza ze facet nie jest monogamiczny i to ze ma kochanki to normalne wiec je akceptuje. Nawet marzy jej sie popatrzec jak uprawiam seks z inna kobieta. Po prostu kreci ja to. :)
Nie kazdy moze w swoim zyciu spotkac taki przypadek. Ponoc swirow na swiecie jest cala masa, ale ten przypadek jest jedyny w swoim rodzaju.
Jak mozna znosic takie ponizenia i nadal byc na kazde zawolanie. Przeciez ja jej wogole nie szanuje. dzwonie w srodku nocy i mowie ze za 5 min bede zeby ja przececiec. Wchodze sciagam jej spodnie, piepsze jak dziwke, koncze zawsze w jej ustach, potem natychmiast sie ubieram i bez slowa wychodze.
Nie moglem sie spodziewac rozpoczynajac ta znajomosc ze tak to sie potoczy. Bylo to w wigilie 2008 roku. Bylem u kolegi na imprezce a ona byla jego wspollokatorka. Caly czas mi opowiadal jaka ona jest dziwna i jak go wkurza i ze trzeba ja przeleciec bo po tym moze zrobi sie normalna. Bylem pijany wiec nie zwazajac na skutki podchwycilem temet ;). I stalo sie. Jednak nie postapilem zgodnie z sugestia kolegi zeby ja natychmiast po fakcie olac. Jeszcze pare tygodnie sie z nia trzymalem. Chcialem ja poznac bo wydawalo mi sie ze jest normalna i zostala niewlasciwie osadzaona przez mojego kumpla. Jakze sie mylilem. Tak sie przyczepila ze nie moglem jej splawic. Nachodzila mnie w domu, urzadzala ataki zazdrosci. Wszedzie gdzie sie nie pojawila robila mi wstyd. Po jednej takiej akcji tak ja zwyzywalem ze nawet nie sadzielem ze potrafie byc takim chamem. Darlem sie na nia z dwie godziny. Gadalem wszystko co mi przyszlo do glowy. Grozilem nawet ze ja zabije jak sie nie odpierdoli. I nic to nie dalo. Jakis czas mialem spokoj ale potem znow sie zaczelo, i znow spokoj i znow awantura. Po jednej z awantur puscily mi nerwy. Powiedzialem ze jak sie nie odpierdoli to zaraz przyjade i ja brutalnie wyrucham. Nie myslalem ze to tak na nia zadziala. Podkrecila sie, ja tez i ja przelecialem. Wtedy przypadkiem znalazlem na nia sposob. Jesli od czasu do czasu ja przelece mam wzgledny spokoj. Zero awantur, co najwyzej przysle czasem jakiegos zrozumialego tylko dla niej smsa. Mam wiec wzgledny spokoj ale jestem niewolnikiem kiepskiego seksu. I naczej go nazwac nie mozna bo co to za bzykanie kobiety ktorej nawet sie nie lubi. Ja wrecz nienawidze jak ona cokolwiek do mnie mowi. Kazde jej slowo potwierdza ze jest idiotka. Co prawda od czasu do czasu mam ochote na taki seks ale nigdy nie mialem po tym takiego komfortu psychicznego jak to zwykle po seksie bywa. Raczej czuje niesmak i brak satysfakcji. Niby libido rozladowane ale czegos brakuje. Moze bliskosci, rozmowy, dotyku, milego slowa, zwyklego drapania po pleckach, czulosci....
11.07.2010 o godz. 19:44

Ciekawe co by na moj temt powiedzial psycholog lub psychiatra? Co by zawierala jego analiza? Moze powiedzialby ze jestem pojebany, nienormalny, zachowuje sie jak alfons he he (to mi sie podobalo najbardziej). Tylko ze to nie brzmi zbyt profesionalnie.
06.07.2010 o godz. 11:27

Po co ja to robie? Szybki numerek z osoba, ktorej po prostu nie znosze. Dziala na mnie jak plachta na byka, nie lubie z nia rozmawiac, nawet nie podoba mi sie, nawet nie zaryzykuje zeby sie z nia gdzies pokazac, nie pocaluje bo sie brzydze. Nie mam na tyle sily zeby zyc w celibacie i nic nie przeleciec. Znany seksuolog powiedzial ze sa 2 rodzaje seksoholikow: prawdziwi seksoholicy i zwykli lajdacy, ktorzy seksoholizmem tlumacza swoje zdrady i inne wyczyny. Nawet nie mam watpliwosci ze zalicam sie do tych drugich. Nawet gdy jestem z dziewczyna to nie odmowie sobie seksu z "ostatnia deska ratunku" (tak ja nazywam) zeby sobie ulzyc. Wiem ze to i tak nie bedzie przyjemne a to robie. To jakis masochizm, brak charakteru, brak moralnosci. Od jakiegos czasu kreci mnie to ze lamie zasady, ze robie rzeczy spolecznie potepiane, ze zaznaje tego co jest niemoralne i nikt o tym nie wie. Ciekawe czy kiedys to wyjdzie na jaw? Mam to gdzies. I tak mi dobrze z tym. Zycie jest jedno wiec trzeba sprobowac wszystkiego :). Zbyt dlugo bylem grzeczny i niesmialy a teraz chamstwo i wulgarnosc wylewaja sie ze mnie z kazdej strony i jest mi z tym tak dobrze....
Tagi: brudny sex
06.07.2010 o godz. 11:15

"...zerżnij drugą osobę, zanim ona nie przerżnie ciebie..."
Tchorzostwem jest postepowanie w ten sposob, ale gdy brak wiary i sily nie pozostaje nic innego. Byc moze jest to nawet sprytne bo po co dupe wystawiac na cios. Niestety, chciqalbym zeby bylo inaczej, ale z moich doswiadczen wynika ze albo zadajesz cios albo dostajesz po dupie i mimo ze to tez boli to lepiej byc bijacym. Srodkowego rozwiazania nie ma, a przynajmniej ja go nie znalazlem.
06.07.2010 o godz. 09:28

No wyglada na to ze jestem kontrowersyjna osoba ;). Najpierw kosz za koszem teraz komentarze. Przynajmniej sie dowiem o sobie paru rzeczy.
Kontrowersyjnosc nie jest taka zla. W swiecie polityki czy show bussinesu mowi sie tak "nie wazne jak sie o mnie mowi byle sie mowilo".
Ludzie juz tacy sa. Jak sie z kogos nie wysmiewaja to obgaduja. W kazdym szukaja nienormalnosci a sami maja odchyly bo kazdy je ma. Ciekawe by bylo wiedziec co mysla o mnie inni. Byc moze ciezko byloby uniesc ciezar wszystkich plot na swoj temat. Ciekawe co np mysla o mnie moi wspollokatorzy. Nie wierze ze o mnie nie gadaja. Bo jesli gadaja o kazdym ktorego w danej chwili nie ma to i mnie sie napewno dostaje. Pewnie jestem podrywacz, balaganiarz, beznadziejny przypadek itd. Kazdy chcialby wplywac na moje postepowanie i udzielac mi rad. W zasadzie kazdy wobec kazdego tak chcialby sie zachowywac. Ciagle slysze znajdz sobie dziewczyne, kup sobie fajna fure, dlaczego nie zrobis tego tak? Tepi Ci ludzie. Kazdy czlowiek jest indywidualnoscia, kazdy ma inne doswiadczenia i kazdy w inny sposob ma zryta psychike. Nikt nie pomysli ze moze ja nie chce tej dziewczyny bo mi nie odpowiada, bo sie z nia nudze, bo nie mam o czym z nia gadac, albo po prostu szukam czegos innego. Wszystkim sie wydaje ze skoro jest wedlug nich jest fajna to i dla mnie musi byc odpowiednia. Gdyby wszyscy przezyli to samo tak samo by mysleli. Kazdy ma inne doswiadczenia i jesli jest "swirem" to widocznie przezyl cos co z niego tego swira zrobilo albo spotkal na swojej drodze innego swira co mu krzywde zrobil i swirem go uczynil ;). Skomplikowane? Mysle ze nie. Ale dla niektorych za trudne zeby zrozumiec. Nie kazdy ma takie szczescie zeby na swojej drodze spotykac samych "normalnych" ludzi.
Moje chore podejscie do seksu i podrywania tez sie z tego wziely. Niestety trafilem na "swiruski" i nadal na nie trafiam chociaz teraz sobie z nimi swietnie radze. Przedmiotowe traktowanie zwiazku chroni przed dostaniem w dupe ale ryje beret. Jesli przez dluzszy czas zachowujemy sie w taki sposob to potem ciezko zmienic te nawyki.
06.07.2010 o godz. 06:56

Nie mam sily bronic sie przed wulgarnoscia zycia. Cos bym przelecial. Ela jest dostapna 24/7 i wlasnie czuje jak mam ochote zerznac jej wszystkie dziurki. Jeden telefon i bedzie dostepna. Moze dzis sie uda jej wlozyc w tylek. Lubi to przeciesz ;) A jesli nie to tak jak zwykle. Na szybko od tylu i do ust. Lubi soczek a ja lubie jej go dawac. DZWONIE!!! KURWA GDZIE MOJ TELEFON!!!
05.07.2010 o godz. 04:32

Ostatnio coraz czesciej dostaje po dupie od plci przeciwnej. Czyzbym robil sie coraz latwiejszy do rozpracowania? Moze jestem zbyt otwarty?
Chyba to jednak definitywnie koniec dobrej passy albo po prostu jade na zbyt wiele frontow.
Jakos wogole nie zalezy mi na zwiazkach. Nie szanuje kobiet. Szczerze mowiac dzialaj na mnie jak plachta na byka. Gadam im glupoty. Brak szacunku wylewa sie wszystkimi kanalami wiec chyba nie moge sie spodziewac niczego innego jak tylko kosza. To wszystko jeszcze pozostalosci po pani J. Zwlaszcza ze ostatnio chyba widzialem ja z jakim fagasem. Kobiety sa twarde i okrutne. Musze o tym pamietac w kazdej sytuacji. Tak naprawde to z ich sily plynie moja sila. One nasz potrzebuja i nawet przez chwile nie mozemy o tym zapomniec. Przeciez to kobieta wystawia sie na gielde (pindruje sie) zeby facet chcial ja poderwac, a wszystko probuje nam wmowic ze jest odwrotnie. W kazdym bodz razie ostatnio po prostu dostaje po dupie. Nic nie trwa wiecznie wiec i to w koncu minie. Wciaz jeszcze jesli kobieta ktora mnie za bardzo nie interesuje w jakis sposob mnie odrzuci mam to dziwne kurewskie uczucie jakbym bym zbitym psem. Przeciez co to za strata jesli ona i tak nie jest w moim typie albo po prostu jest trudna we wspolzyciu.
Druga sprawa to ze coraz trudniej mi wchodzic w skore grzecznego chlopca. A na grzeczne dziewczynki potrzebny jest grzeczny chlopiec :). Coraz blizej wierzchy jest moja rogata natura. Jak ja znow ukryc? Kiedys nie bylo z tym problemow. W kazdej sytuacji wcielalem sie w pana porzadnego i nikt mnie nie rozpracowal. Teraz "dran" tak mna dominuje ze nie jestem w stanie go schowac.
Po trzecie sa rzeczy o ktorych nigdy nie mozna mowic kobiecie:
- zdrady
- ilosc partnerek (odtad bede mowil ze mialem 4)
- o kolezankach do niezobowiazujacego seksu - w tym przypadku nie warto sie przyznawac nawet jesli one mowia ze maja takiego kolege bo napewno klamia.
- ogolnie lepiej nie mowic o bylych dziewczynach a zwlaszcza o ilosci podbojow.
W sumie to sam jestem sobie winien bo czulem sie zbyt pewnie. Popelnialem podstawowe bledy, ktorych kazdy poczatkujacy podrywacz by uniknal.
Wychodzi na to ze po spektakularnych sukcesach przyszedl moment na pasmo klesk. Jakos i tak mnie to nieobchodzi. W dupie mam kobiety denerwuja mnie. Jak mnie najdzie ochota to jakigos paszteta znajde. Chrzanic je!!
05.07.2010 o godz. 04:25

Jeszcze wczoraj myslalem ze jestem na topie. jak nigdy dotad czulem sie pewny siebie. Moje ostatnie podrywy zaskakiwaly mnie samego. Hurtowo rwalem laski, umawialem sie na randki a tu nagle z dnia na dzien w jednej chwili koniec. I nic nie wychodzi. Skonczyla sie dobra passa. Zastanawiam sie czy cos sie zmienilo w moim podejsciu co o tym zadecydowalo czy to przypadek? Moze po prostu tak czasem jest, ze musi sie cos popsuc na chwile. Dobra passa nie moze trwac wiecznie bo stalibysmy sie prozni. I wlasnie chyba ja sie taki stalem. Od nadmiaru sukcesu mi odbilo. Stawialem sobie coraz to nowsze wyzwania az tu nagle trafila kosa na kamien. Moze potrzebna mi byla taka nauczka. Znow wroce do normalnosci, ale to czego sie nauczylem juz pozostanie i zaprocentuje w przyszlosci ;)
Przyczyna powyzszego tekstu jest A. Poznana na weselu skromna mila dziewczynka, ktora mnie stracila w dol. Typ cnotki niewydymki. Nie planowalem jakiegos spektakularnego podrywu, zwlaszcza ze zostalo mi 4 dni urlopu, ale to miala byc znajomosc ktora byc moze przetrwa jakis czas i potem sie rozwinie. Nie bylo zadnych nieczystych zamiarow. Jesli nawet bym cos z nia odwalil (czyli ja przelecial itd) to odbilo by sie to na mnie w przyszlosci. Nasze rodziny sie znaja wiec bylby skandal.
Troche ostatnio mi odbilo po moich spektakularnych podrywach i widocznie nie tak sie do niej zabralem. Zbytnio w siebie uwierzylem, ale po wszystkim co sie ostatnio wydarzylo nie mogloby byc inaczej. W tej chwili umawiam sie na randki lub skutecznie podrywam tyle dziewczyn ze chyba nie potrafie ich wszystkich wymienic, ale sprobuje :D. Tak wiec: Julia, Ania, Kasia, Goska, Aska, druga Aska (nieudany podryw, ale jeszcze nie powiedzialem ostatniego slowa), Agata (zaliczona), Monika (19 lat !! yeah :)), marzena, angela, anamenesis (nick), malinka, karolina, xara79(nick). Wyszlo 14 i cos mi mowi ze to jeszcze nie koniec. Zaczynaja juz mi sie mylic. Niby jestem z tego dumny bo kiedys bym tego nie potrafil. Panicznie sie balem kobiet. Pewnego dnia zaczelo sie to zmieniac. Trafilem na odpowiednia literatura, zaczalem ja studiowac i to co dzis sie dzieje jest tego efektem. Radze sobie. Podrywam i nie moge przestac. Uprawiam randkarstwo sportowe. Powinienem juz dawno to zakonczyc, ale ja ciagle wyznaczam sobie nowe cele. Jk zdobede dziewczyne natychmiast mysle o lepszej ladniejszej, o tym zeby podniesc sobie poprzeczke. Jednak od czasu do czasu dostaje kosza. Wtedy analizuje i wyciagam wnioski aby to juz si nie powtorzylo. I bardzo czesto tak jest. Zdobywam nowa umiejetnosc i ja wykorzystuje. I tak bedzie tym razem. Zostalem straconyzanim dobrze wystarowalem co zapewne przyniesie mi ogromne korzysci w nardzo krotkiej przyszlosci. Tylko ze kiedys musi sie to skonczyc. Musze w koncu pozostac przy jednej kobiecie. Taka jest naturalna kolej rzeczy. I jak to sie stanie co ja bede robil. Gdzie bede znajdywal kolejne wyzwania, w jakiej dziedzinie?
Wydaje mi sie ze juz kosz pani A przynosi pozytywne skutki. Czuje ze jeszcze nie powiedzialem ostatniego slowa. Z latwoscia moge zdobyc jej numer telefonu i moge wyjasnic sprawe. Kiedys bym sie od razu poddal teraz wyzwanie mnie kreci. mam przecucie ze jej tekst "nie dam ci dupska" byl tylko bardzo wysoko postawiona poprzeczka. A to jest z kolei wyzwanie ktore cyje ze musze podjac. Wszystko zalezy od jutrzejszego dnia. Czy starczy mi odwagi zeby sie do niej odezwac? A przede wszystkim czy starczy odwagi zeby wyciagnac od szwagra jej numer telefonu? Przeciez musze mu cos powiedziec, wyjasnic dlaczego ona sama mi go nie dala. Pozostawie sprawy wlasnemu biegowi. jutro wszystko samo sie wyjasni. A teraz pora spac :)
30.06.2010 o godz. 02:33

Oj dawno nie pisalem. Z Pania J jednak tragedia. Po prostu lipa wielka. Szkoda gadac.
Teraz musze odreagowac. Myslalem ze nie zrobi to na mnie wiekszego wrazenia i szybko wroce do normalnosci. Niestety nie mam ochoty na zwiazki. Znow ciagnie mnie do przygod. Az mi ciarki przechodza na mysl o poniedzialku. Umowilem sie hi h hi. Ona 22 lata mezatka 2 lub troje dzieci. Maz wyjedzie do pracy a ja ja zabiore do lasku i .... he he he. Kreca mnie takie przygody. Jej facet zapierdala gdzies w Warszawie zeby zapewnic jej dobre zycie poswieca sie a tutaj ja ja bzykam. Zycie jest brutalne, paskudne, zle, zepsute, zgnile, przepelnione wszechotaczajacym gownem!!!
Tagi: shit
18.06.2010 o godz. 22:06

Alez zycie bywa przewrotne. Bylem pewien ze juz nigdy sie nie spotkam z J a stalo sie zupelnie inaczej. Zaraz po rozstaniu codziennie odzywala sie do mnie. Chyba zalowala slow jakie wtedy padly. To doprowadzilo do tego ze sie spotkalismy w weekend i wszystko wskazuje ze w najblizszy rowniez sie spotkamy.
Dziwne to wszystko. Ona jest kobieta inna niz wszystkie. Jest dla mnie wyzwaniem. Nie potrafie jej rozgryzc, zmanipulowac, okrecic wokol palca i rozkochac.
Nasz zwiazek wydaje mi sie wybrykiem natury. Jestesmy w 99% przeciwienstwami. Co innego lubimy. Wspolne obejrzenie filmu graniczy z cudem. Kazde lubi co inne. Ja jestem wybitnie miesozerny, ona nie nawidzi miesa. Ciezko nawet ugotowac jedno danie dla nas obojga. Jakos ciezko mi sobie wyobrazic zebysmy cale zycie osobno sobie gotowali. Kolejna roznica to plany na zycie. Ona idzie na studia i raczej zostanie w UK pare lat, ja chce rodziny, dzieci i najchcetniej za jakies 3 latka juz bym wrocil do PL. Jej rodzina nie jest po drodze bo 3 lata studiow potem praca itd. Nie ma tu miejsca na dzieci. Byc moze mloda jest i jeszcze nie obudzily sie w niej instynkty maciezynskie. Ja jestem 6 lat starszy od niej i nie zamierzam zostac ojcem w wieku 35 lat i byc dziedkiem dla wlasnych dzieci.
Jest jeszcze jedna strona medalu. Boje sie. Boje sie ze sie zaangazuje i nic z tego nie bedzie, ze ona zmieni zdanie itd. I z tego strachu przed zranieniem wychodzi ze mnie najczarniejsza natura. Mimo ze chce trwalego zwiazku, wiernosci to trudno mi sie oprzec namawianiu na seks mojej ex. Wlasnie kilka min temu podpuszczalem ja ze chce ja bzyknac i sie zgodzila. Jeszcze nie wiem czy skorzystam z zaproszenia. Mam nadzieje ze nie. Mam nadzieje ze na najblizszym spotkaniu J da mi nadzieje i wiare ze moze byc inaczej, normalnie. Ze moze mi na kims zalezec do tego stopnia ze bede wierny i oddany. Ale to pewnie nie tak szybko. Najpierw musi zniknac strach, ktory powoduje chec do prewencyjnej zdrady, ktory odbiera moralnosc.
Tagi: Strach
29.04.2010 o godz. 08:01

No to definitywny koniec z pania J. Nie myslalem tylko ze na 5 randce po wspanialym seksie na 4 randce ja zaczne ta trudna rozmowe. Niestety stracilismy ze soba kontakt. Rozmowa zupelnie przestala sie kleic. Nie mielismy zadnego tematu do rozmowy. Szkoda tego wszystkiego ale co zrobic :(. Bylo tak milo. Pozostal tylko zal ze nie wyszlo. Rozczarowanie. Ale po co przeciagac to skoro widac ze nic z tego nie bedzie. Roznilismy sie w 99.9%. MY nawet jednego filmu nie moglismy obejrzec bo kazdy lubil co innego. Jedyne co nas laczylo to przytulanie ktorego nigdy nie bylo nam dosyc, ale na tym sie nie zbuduje trwalego zwiazku. Ona ma 23 lata idzie na studia i chce poszalec. Ja sie nieublaganie zblizam do 30 i chce czegos trwalego, glebokiego i ponadczasowego. Chce milosci przez duze M. No nic to. Trzeba zyc dalej. Nie bede plakal nad rozlanym mlekiem. Tak czy inaczej zamierzam sie niebawem z kims umowic i juz. Randkarstwo sportowe he he he :). Musze w koncu odreagowac :D
Tagi: ble ble ble
18.04.2010 o godz. 23:04

Pokazac ze mi nie zalezy. Tak wlasnie mi doradzila moja dobra kolezanka gdy jej powiedzialem o problemach z moja J. Tylko jak to zrobic? Nie odzywac sie, nie dzwonic? Ok. To da sie zrobic. Ale co dalej? Przeciez w niedziele sie z nia spotkam. I juz czuje jak bedzie. Po prostu gadka nie bedzie sie kleiła. Zastanawiam sie jak do tego podejsc? Mam jej naprawic komputer wiec moze podejde rzeczowo do sprawy. Po prostu zrobie co mam zrobic buziak w czołko i do domu. Tez da sie zrobic chociaz ciezko bedzie ukryc to ze mam niesamowita ochote ja przytulic, pocalowac itd. Z drugiej strony jak bede calkowicie oschly to ona zacznie sie zastanawiac. Moze to wyzwoli w niej potrzebe zabiegania o mnie. I moze zacznie jej zalezec jak na poczatku. Nie mam na to sily. Obawiam sie ze nie bede wystarczajaco silny. Ale nie mam innej mozliwosci. Tylko zeby nie przegiac z obojetnoscia bo skutków tego nie jestem w stanie przewidziec. Mam jeszcze mala nadzieje ze to wszystko tak mnie zmeczy ze bede mial na to calkowicie "wyjebane" i znow zaczne sie przy niej normalnie zachowywac. Znow pokarze ze "mam jaja". Dziwne to wszystko bo nie mam problemu z kobietami na ktorych mi nie zalezy. Potrafie zrobic tak ze o one płona z milosci i pozadania. I to one mnie uwodza. Ale w tym przypadku dupa!! :/ Kurde nie potrafie. Za bardzo jej chce. Korde co za zjebane zycie. Chcesz kogos kochac. Chcesz byc szczesliwy. Chcesz pokazac ze Ci zalezy. Ale jesli naprawde chcesz to musisz sie powstrzymywac i nie okazywac tego bo wszystko stracisz. Jacy my ludzie jestesmy ułomni. Po co tak? Dlaczego nie mozna inaczej? Dlaczego po prostu wszyscy nie mozemy byc szczesliwi. Czasami wydaje mi sie ze cala nasza filozofia skupia sie na tym zebysmy cierpieli za to ze chcemy szczescia. Moze i w tym jest glebszy sens. Jesli ktos pocierpi to gdy zazna szczesia bedzie bardziej potrafil je docenic. W sumie racja. Bo skad ma czlowiek wiedziec co to szczescie skoro nie zaznal cierpienia. Skad mamy wiedziec co to dobro skoro nie znamy zla. Wiec moze na tym to polega. Sam kiedys bylem w udanym, wrecz idealnym zwiazku lecz nie potrafilem go docenic. Mimo ze trwalo to prawie 4 lata mi bylo zle i szukalem dziury w calym az postanowilem to zakonczyc. No i co sie okazalo. Po paru miesiacach ten "meczacy" zwiazek okazal sie byc tym czego szukalem, ale bylo juz za pozno. I dupa! Wlasnie wtedy nie znalem wartosci tego co dobre i tego co zle. Majac cos dobrego trwalego i nie znajac jak smakuje cierpienie nie potrafilem docenic tego co mialem. Ot i kolo sie zamyka. Odkrylem "tajemnice wszechswiata" ale wcale nie jest mi z tym lepiej. Nadal przeszywa mnie uczucie beznadziejnosci. Oj jak bym chcial miec na wszystko "wyjebane". Po prostu miec w dupie co sie wydarzy. Totalna olewka. Moze trzeba zalac pale zeby sie wyluzowac?
09.04.2010 o godz. 15:37

Znow gorki i dołki. Ta dziewczyna mnie wykonczy. Pokazalem ze mi zalezy a teraz ona mi fika (ucieka). Czuje ze sie oddalamy z kazda rozmowa i nic nie moge zrobic zeby to powstrzymac. Gdzie sa te prawdziwe kobiety myslace o czyms powaznym, o stabilizacji, o wyzszych wartosciach? Swiat to nie tylko pieniadze i zabawa. Chociaz wielu takim go widzi. Mi sie nie chce zabawy. Ja chce czegos trwalego. Chce milosci i glebokiego emocjonalnego zwiazku. Chce byc z osoba przy ktorej bede mogl byc soba. Czy to tak wiele?
09.04.2010 o godz. 15:09

Jednak nie jest tak zle. Pani J nie skonczyla ze mna. Chyba jednak jej zalezy. Ponoc nieco ja wystraszylem swoim zbyt powaznym gadaniem o zwiazkach itd. Po prostu chyba za bardzo pokazalem ze mi zalezy. Teraz jak juz wiem w czym rzecz nieco to zmienie. Nie bede naciskal pozwole zeby wszystko sie toczylo wlasnym torem. Szczerze mowiac pani J stracila odrobine w moich oczach, dopatrzylem sie paru dnerwujacych cech. Jest wladcza i nieco egoistyczna i oczywiscie przy najblizszej okazji zamierzam nieco wskazac jej ze te zachowania mnie denerwuja. Z drugiej strony jak zacznie jej bardziej zalezec egoizm i wladczosc same znikna wiec moze lepiej nic nie ruszac. Co bedzie to bedzie. Ja napewno nie bede sie za bardzo angazowal bo to jest wciaz ryzykowne. Po co potem cierpiec?
Jeszcze jedno jest pewne. Jesli ona w ciagu najblizszego czasu nic sie nie zmieni, nie zpowaznieje to naprawde zaczne sie zastanawiac nad wybyciem sobie jej z glowy. 23-letnia dziewczyna nie moze przeciez rzucac tekstami jak jakas szesnastka z gimnazium, Na razie nie reaguje tylko obserwuje.
Jest jeszcze jeden problem. Ostatnio jakos skonczyly sie nam tematy do rozmowy. Troche to dziwne bo jak do tej pory to potrafilismy przegadac 5 godzin dziennie i jakos chwili ciszy nie bylo. Moze to tymczasowe wypalenie po tym jak w swieta spedzilismy ze soba jakies 48 godzin (w dwu spotkaniach). To za krotka znajomosc jak na tak dlugie spotkania. Zbyt swieza znajomosc. Ale nie moglismy sie od siebie oderwac. Ona uwielbia przytulanie, calowanie a ja uwielbiam przytulac i calowac.
07.04.2010 o godz. 18:56
statystyki
  • Czas na Bloblo: 0 dni 17 godzin 50 minut
  • Napisanych notek: 43
  • Komentował: 0 razy
  • Zebranych komentarzy: 11
  • Ostatni wpis: 09.12.10, 08:52
  • Wpis średnio co: 43 dni
  • Profil odwiedzono: 11127 razy
  • Ilość avatarów: 0
  • Ilość zdjęć: 0
  • Ilość filmów: 1
  • Ilość logowań: 33
  • Ostatnie logowanie: 04.03.11, 21:59
  • Ostatnio odwiedzili: szczyptabazyli, sweetdream, Marilyn, takajedna, Promyk